we-want-you-for-early-access

Early access – czy warto kupić nieukończoną produkcję?

Wielu z Was zapewne nie zdaje sobie sprawy z tego, że należąc do dumnej subkultury Graczy, obracacie się aktualnie w najpotężniejszej dziedzinie kultury na świecie. Na dowód posłużę się tutaj danymi z 2014 roku – rynek gier wideo zarobił wtedy na terenie zacnego kraju, jakim są Stany Zjednoczone, około 20,5 miliarda dolarów. Kwota jak kwota, jednak gdy weźmie się na poprawkę, że w tym samym kraju, w tym samym roku 10 najbardziej kasowych filmów, zarobiło „zaledwie” 2,5 miliarda, to oczy same zmieniają się w porcelanowe podstawki pod filiżanki. Nic więc dziwnego, że pojawiło się mnóstwo nowych deweloperów chcących spróbować swoich sił na potężnym rynku gier. Oczywiście problemem szybko okazały się pieniądze (a raczej ich brak), bo skąd pozyskać środki na założenie, a co dopiero na zakończenie projektu, jakim jest gra wideo?

Tak narodził się tzw. early access. Czy to dobre? Na początek garść podstawowych informacji:

Czym jest early access?

Definicja bezczelnie skopiowana od cioci Wikipedii głosi, iż tzw. early access (wczesny dostęp) to model finansowania gier komputerowych, w którym gracz kupuje nieukończoną jeszcze produkcję. Pieniądze pozyskane ze sprzedaży gry znajdującej się we wczesnej fazie produkcji są najczęściej przeznaczane na ukończenie procesu jej tworzenia.

Innymi słowy – kupujecie Super Mario Bros. we wczesnym dostępie, biegniecie meksykańsko-włoską wersją Tadeusza Norka, dochodzicie na koniec zamku, a tam jakaś pieczarka mówi Wam, że „Fajnie było, ale rzuć piątaka bo dalej nie pójdziesz”. Najczęściej gry ze wczesnym dostępem to tzw. „indyki”, czyli proste, niskobudżetowe projekty, jednak w fazie early access zaczynają się też pojawiać wysokobudżetowe produkcje jak chociażby Final Fantasy XIV: Heavensward.

Czemu to jest fajne?

Kupując taką grę, automatycznie angażujecie się w proces jej dokończenia. To dzięki Wam deweloperzy mają fundusze na sfinalizowanie projektu i wypuszczenie konkretnego tytułu na rynek. Możecie im na bieżąco przesyłać raporty o błędach, dzięki czemu odgrywacie też rolę testerów danego tytułu. Ponadto działa to troszeczkę inaczej niż mechanizm preorderów – gdy kupujesz grę we wczesnym dostępie, to po wypuszczeniu przez dewelopera wersji finalnej produktu dostajesz pełny tytuł bez dodatkowych opłat (przynajmniej na razie).

Czemu to jest słabe?

Mimo że większość projektów prędzej czy później zostaje wypuszczonych na rynek w wersji kompletnej, niestety zdarzają się też takie, które nie ujrzą światła dziennego w pełnej okazałości. Powody są różne: zbyt mało dotacji, rozpad zespołu, zmiana koncepcji, ale i czasem zwykłe „dojenie” graczy. Pojawia się koncept z bardzo dobrą promocją, deweloper robi i udostępnia dwa poziomy (z zapowiadanych trzydziestu), z wyborem bohatera spośród 10 postaci (2 w early access, 5 dodatkowo w wersji finalnej i 3 w DLC), zbiera mnóstwo dotacji, a potem zamyka projekt. Biznes to biznes, prawda? To Wy jesteście wtedy stratni. Czy chcecie tak ryzykować? Ponadto jeśli jesteście testerami danego tytułu, to jednak jesteście skazani na mnóstwo bugów i glitchy, które ominą osoby postanawiające poczekać na finalną wersję gry.

Podsumowując, wczesny dostęp z pewnością nie jest dla każdego, to taki Kickstarter rynku gier. Jeśli nie przeszkadza Wam ta idea, to jest to naprawdę fajny pomysł na zaangażowanie się w proces tworzenia i udoskonalania gier. Jeśli jednak jesteście przeciwnikami kupowania „kota w worku”, to poczekajcie, aż tytuł zostanie wydany w pełnej wersji – do tego czasu możecie ograć przecież wiele innych tytułów 🙂

Precel

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *