maxresdefault

Gry… takie demoniczne… wow…

Tak to już jest, że raz na jakiś czas wszystkim się nagle przypomina temat, jakie to gry są złe, jak wywołują agresję, jak to dzieci są przez nie opętane, jak kradną pączki ze sklepów… Co? Gry kradną pączki ze sklepów? Oczywiście – tak często jak opętują dzieci.

Chodzi o to, że jak słucham i czytam opinie „ekspertów”, którzy wypowiadają się o tym jak ktoś popełnił morderstwo bo GRAŁ W GRY, to autentycznie ręce mi opadają. W końcu to pistolety same zabijają, a noże rozsmarowują masło na pieczywie…

Już dosyć dawno wpadł mi w ręce egzemplarz czasopisma, w którym bardzo duża część numeru poświęcona jest właśnie negatywnemu wpływowi gier na ludzi. Wspomniane czasopismo jest miesięcznikiem, dokładnie mówiąc katolickim miesięcznikiem. Żadnych sądów na tej podstawie jednak wydawać nie zamierzam, ponieważ „problem” jest tak rozległy, że równie dobrze mógłby dotyczyć periodyku dla rodziców, nauczycieli czy fantastów. Traf chciał, że artykuł ten dostrzegłem akurat tutaj. Uosobieniem cnót nie jestem i nigdy nie będę, ale mam uczulenie na wszelkiego rodzaju hipokryzję, podejście „nie znam się, to się wypowiem” oraz na jeden z leków na przeziębienie, ale to już inna historia… Dlatego ostrzegam, tekst będzie ostry, dosadny i pełen pomyj. Jeśli Cię to razi, nie czytaj dalej.

Ostrzegałem…

Okładka jak to okładka – kilka nagłówków artykułów, które można znaleźć w numerze oraz zdjęcie dwójki dzieci w bezprzewodowymi kontrolerami w dłoniach i napis „Narkotyk 21 wieku?”. Już od podstawówki zwracano mi uwagę na liczebniki porządkowe zakończone kropką (21.), chyba że piszemy o danym wieku – wtedy kropki nie stawiamy, a cyfry zmieniamy na rzymskie (XX wieku). Literówki zdarzają się każdemu, ale tutaj mamy dwa rażące błędy na samej okładce, nie wygląda to rzetelnie… Lećmy dalej.

Przemoc i okultyzm

Przykładami tutaj były takie nowości jak Dark Messiah of Might and Magic oraz Devil May Cry 2. Przemiana w demona, korzystanie ze sztuk okultystycznych w celu skuteczniejszej eliminacji przeciwników, przyglądanie się ich umieraniu itp. Obok tego komentarz „Czym innym jest oglądać najbardziej nawet brutalny film, a czym innym jest być aktorem (…) w takim filmie”. Nie wydaje mi się, żeby Ralph Fiennes po wyjściu z planu filmowego zjadał koty i odprawiał mroczne rytuały. Następnie artykuł napisał były gracz, niejaki Tomasz, lat 30. Pozwolę sobie przytoczyć kilka cytatów:

„Przez gry zerwałem z dziewczyną”

Nie jestem ekspertem od związków, ale jeśli zerwałeś z dziewczyną, to znaczy że nie byłeś z nią szczęśliwy, bo cię wnerwiała, albo byłeś dupkiem. Gry tu nie mają nic do rzeczy.

„Grając w MMO używałem słów, których nie użyłbym w towarzystwie”

„Kozak w necie, pi**a w świecie”?

„Moje życie to nie były tylko gry, udzielałem się społecznie, spotykałem ze znajomymi…”.

Jednak kilka linijek dalej: 

„Zamiast grać powinienem uczyć się jak walczyć o więź jak szanować drugiego człowieka, byłem nieprzygotowany do życia”Jeśli spotkania ze znajomymi i udzielanie się społecznie cię tego nie nauczyło, to już nic cię tego nie nauczy.

Następnie przechodzimy do artykułu o demonicznych grach komputerowych.Wymienione zostały aż dwa tytuły – Diablo III oraz Dungeon Keeper(!).W Diablo III opisana jest wojna między dobrem a złem, łączenie się w pary aniołów z demonami i to że dali oni początek pokoleniu ludzi.Autor tekstu zarzuca kłamstwo grze, ponieważ „prawdą” jest m. in. to że anioł nie może łączyć się z demonem oraz że to Archanioł Michał walczył z Szatanem, a nie Imperius…

Wow.. to tak jakby J.K. Rowling głosiła że to nie Frodo ocalił Śródziemie, bo Harry Potter uratował cały świat.

Kolejny artykuł to „Komputerowy narkotyk”

Na wstępie zostajemy uraczeni wynikiem pewnych badań: „Badania dowodzą, że przeciętny uzależniony od gier dorosły pozostaje na poziomie emocjonalnym 15-latka”. Badania dowodzą, że przeciętny redaktor podobnych czasopism nie wie, iż liczebnik określający dany wiek w dziejach historii pisze się cyframi rzymskimi. A tak poważnie – sam masz poziom emocjonalny 15-latka, idę powiedzieć mamie… „Zdarza się, że dzieci odcinają głowy swoim misiom, znęcają się nad zwierzętami i ranią rówieśników” Rynek gier wspiera rodziców i opiekunów jak tylko może, starając się uświadamiać ich z czym mają do czynienia. Ta duża cyferka lub liczba w rogu pudełka z grą to nie cena, zalecana temperatura przechowywania lub liczba kolegów, którą się zyska po ukończeniu gry. Ikony typu „przemoc” lub „wulgarny język” to nie sugestia, aby wdrożyć te aspekty w proces wychowania.

Są one po to, aby opiekun bez ogrania tytułu wiedział co znajduje się w danej grze, co może wpłynąć negatywnie na psychikę dziecka, a także jaki jest zalecany, minimalny wiek gracza. Do tego dochodzą różne narzędzia kontroli rodzicielskiej w komputerach, konsolach i innych sprzętach elektronicznych.

Przypomina to głośną akcję sprzed wielu lat, gdy pewien rodzic awanturował się, że w reality show po godzinie 22:00 pokazywane są bardzo sugestywne i nieodpowiednie dla dzieci sceny. Żądał on zdjęcia programu z anteny, bo jego 8-letnie dziecko sceny te widziało. Czemu 8-letnie dziecko o godzinie 22:00 nie leży w łóżku, tylko ogląda telewizję? Bo rodzic kładzie tzw. „lachę” i dopiero gdy widzi niepokojące oznaki w jego zachowaniu rusza do walki z wiatrakami, mimo że sam całkowicie zaniedbał obowiązek opieki nad potomkiem.

Jak widać dużo łatwiej jest siać ferment na gry gdy małe dziecko odcina głowy swoim misiom, niż powiedzieć stanowczo „nie”, gdy nasza pociecha płacze od kilku tygodni o nowe GTA. Bardziej wtedy przecież chce się mieć spokój.

„Niektórzy twierdzą, że przemoc w grach komputerowych jest tylko zabawą i nie robi nikomu krzywdy. Niestety jest to bardzo złudne przekonanie, niepoparte badaniami naukowymi”Faktycznie, po przejściu Uncharted wystrzelałem pół osiedla i zniszczyłem okoliczne zabytki.

Miałem tutaj napisać, że jakoś nigdy nie podniosłem na nikogo ręki, a gram od ponad dwudziestu lat, ale przygotowali się na taki argument. Gracze ponoć często bronią się „hipotezą katharsis”. Zakłada ona, że granie w agresywne gry zmniejsza tendencję do agresywnych zachowań u graczy. Jest to ponoć tylko hipoteza, gdyż nie ma żadnych badań naukowych potwierdzających tę teorię.

Wydaje mi się, że właśnie doskonałym argumentem jest mój brak przemocy przez tyle lat. Czy jestem jedyny? Przecież są miliony graczy na świecie, którzy również nikogo choćby nie uderzyli, mimo iż strzelają do przeciwników na ekranie przez kilka godzin dziennie.

Piętnowanie kogokolwiek poprzez wytykanie palcem na zasadzie „Jesteś agresywny, tylko jeszcze o tym nie wiesz” jest dużo większą manipulacją niż to co widzimy w grach. Ciężko uwierzyć, ale te i wiele innych artykułów, pełnych przekłamań, uogólnień i wyolbrzymień na temat gier codziennie zaśmieca wszelkiego rodzaju media. Najbardziej irytujące jest jednak to, że najczęściej osoby piętnujące nijak nie angażują się w dane środowisko i wypowiadają się na temat, o którym nie mają często najmniejszego pojęcia, bo „komu to potrzebne?”.

Precel

obrazek wyróżniający: https://i.ytimg.com/vi/OwlxrTL9kgQ/maxresdefault.jpg
https://lh3.ggpht.com/tZtPZYaPcZSG2dKxPCmpojMjjrMHLUu_FjkMRbBd95qb2FvPtxLAy-hvILwpSi61fx0=w300

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *