W dzisiejszych czasach gry są łatwe. Nie ma co się oszukiwać – samoregenerujące się zdrowie, rozsiane wszędzie punkty kontrolne i taka liczba podpowiedzi, że aż dziw bierze, że nie zapowiadają się dialogiem z wnerwiającym głosikiem „Hey, listen!”. Twórcy zachowują się jak dobra babunia, która głaszcze wszystkich dookoła. Ktoś Cie postrzelił? Ukucnij pod murkiem, a babunia naklei plasterek. Nie wiesz, gdzie iść dalej? Daj babci rękę – pokaże Ci, że te skrzynki można przesunąć w taki sposób, że dzięki nim dotrzesz do następnej lokacji.
I wtedy pojawia się From Software – deweloper, który jest niczym wredny starszy brat dający kuksańce, podstawiający nogę i pokonujący Cię jednym palcem. Stworzyli oni serię Souls.
Laikom należy się wytłumaczenie, o co w tym chodzi: kupując np. Demon’s Souls, płacisz drugiej osobie za możliwość policzkowania się tak długo, aż nauczysz się znosić ból, wyciągać z niego lekcję i w końcowym efekcie czerpać z tego satysfakcję.
Trochę mniej filozoficznie, Souls to nieliniowe Action RPG, w którym wszyscy są OP… Poza Tobą…
Gra wymusza na nas nauki szablonów ataków i ruchów przeciwników, aby mieć jakiekolwiek szanse na przejście dalej. Jest jednak na to sposób – build Tanka. Duża, mocna tarcza i spokojnie możesz czekać na dogodne okazje do kontrataku podczas walk z przeciwnikami, także z bossami. Przez to gra wydaje się momentami dość powolna i „ciężka” w odczuciu. Nie obniża to drastycznie poziomu trudności, jednak pozwala na stosunkowe obniżenie poprzeczki
Jednak nasz wredny starszy brat, widząc nasze „cwaniactwo”, znalazł na to sposób. Tak narodził się Bloodborne, czyli gra Souls bez dusz w tytule. Zlikwidowali tarcze, przyśpieszyli przeciwników, przez co zmusili graczy serii do zmiany sposobu gry na dużo bardziej agresywny.
Czemu seria, mimo że jest coraz trudniejsza, ma coraz więcej fanów?
Głównie dlatego, że wielu graczy wyrosło już z zabawy w piaskownicach i nie zgadzają się na prowadzenie za rękę przez deweloperów na każdym kroku. Twórcy tłumaczą to sobie tym, że gracz czuje się bardziej usatysfakcjonowany podczas przechodzenia do dalszych etapów. Co za bullshit. Zagraj w Arkham City, skończ go i spróbuj mi wmówić, że czujesz się bardziej usatysfakcjonowany/a niż po powaleniu Pikachu i Snorlaxa z Dark Souls. A to tylko jedna walka…
Drugim tłumaczeniem Producentów jest to, że jeśli dla kogoś poziom „normal” jest zbyt łatwy, zawsze może wskoczyć na wyższy poziom trudności… No właśnie… Najczęściej kończy się to tym, że żołnierz stojący do nas plecami, kilometr od naszej pozycji, zabija nas jednym (pierwszym) strzałem. Chodzi po prostu o to, że najczęściej wtedy gra jest zwyczaje niesprawiedliwa, tłumacząc sobie, że jest „trudniejsza”.
Tak, jestem miłośnikiem „Soulsów”, ale zdaję sobie sprawę, że nie są doskonałe. Jednak nie chodzi mi tutaj o same gry, a o ideę, która nie zakłada, że gracze cierpią na brak kilku chromosomów.
Dobrze, że znalazł się ktoś taki jak From Software oraz że pojawiają się twórcy, którzy inspirują się ich podejściem do rynku gier. Dzięki nim czuję się faktycznie spełniony jako gracz. Nie wiem jak Ty, ale ja nie chcę mieć poczucia, że twórcy gry traktują mnie jak idiotę i casuala, a niestety tak właśnie było zanim po raz pierwszy odpaliłem Demon’s Souls.
Nie daj się ogłupić przez deweloperów gier wideo, od tego masz telewizję…
Precel
