pvp

PvP – jedyna słuszna droga?

Zdecydowanym ruchem, jednak niepozbawionym gracji, wydobył z pochwy swój Wielki Miecz, zataczając nim w powietrzu zgrabną ósemkę. Iskry z obozowego ogniska zafiksowały się na chwilę wokół ostrza, nadając mu iście magiczny wygląd. Napastnik stał przed nim w pozie wyluzowanej, wręcz pogardliwej. Bohater jednak wytężał słuch i wzrok – nie chciał zostać zaskoczony. Patrzyli na siebie tak przez dłuższą chwilę, wreszcie przeciwnik podniósł swoją broń. Ogromny młot bojowy ze świstem przeciskał się przez chłodne, nocne powietrze. Stopy napastnika obute w ciężkie, pancerne buciory zaorały ziemię i wgniotły w glinę masę leśnej ściółki. Przeciwnik ruszył do ataku z szybkością absurdalnie nienaturalną dla jego rozmiarów. Bohater jednak był na to przygotowany, klękając zastawił się nieco płazem miecza, wyprowadzając po skutecznym bloku szybką kontrę. Stal śpiewała w ciszy leśnej nocy, ogień trzaskał leniwie, a dwóch doświadczonych wojowników starało się odebrać sobie życie w świetle księżyca…*

Dawno, dawno temu w odległej…

Od zarania dziejów ludzkość występuje przeciwko sobie. Nasi praojcowie za pomocą patyków i kamieni walczący o ogień, średniowieczne królestwa rywalizujące o dominację na danym terenie, zasoby lub bogactwa czy wreszcie współczesna walka o władzę, wpływy i pieniądze. My ludzie, poczciwi homo sapiens, walkę i zabijanie się nawzajem mamy w naturze. Nie możemy wytrzymać stulecia bez wojny. Może wynika to z tego, że jesteśmy dla siebie jedynym naturalnym wrogiem. Ja jednak uważam, że powodem jest to, iż człowiek czerpie z walki przyjemność. Lubimy się ze sobą mierzyć, lubimy dominować jako rasa, jako narody, jako jeden człowiek nad drugim. Lubimy być lepsi od innych. Ale odbiegam od tematu…

PongVideoGameCabinetPrzenieśmy się w czasie do lat 70. XX wieku. Dokładnie do roku 1971, do czasów miłościwie nam
panującego komputera ATARI. Wtedy właśnie została stworzona pierwsza gra, która odniosła sukces komercyjny, a jednocześnie stała się najbardziej ikonicznym symulatorem tenisa stołowego – Pong. Ktoś mógłby teraz powiedzieć: „Wierutna bzdura! Toż to Pong był de facto grą PvE” (ang. Player versus Enviroment – gracz kontra otoczenie) i będzie miał rację, ponieważ w Pongu przeciwnikiem jest sztuczna inteligencja. Ale także będzie się mylił – pamiętajmy bowiem, że Pong zadebiutował na arkadowych automatach, a te z kolei zbierały, i do dziś zbierają, wokół siebie grupki graczy. To zaś doprowadziło do powstania pierwszego „growego” PvP (ang. Player versus Player – gracz kontra gracz). Gracze zebrani w takie grono przy automacie mierzyli się na czas przetrwany z komputerowym przeciwnikiem lub liczbę zdobytych punktów.

– Ja jestem lepszy!
– A nie bo ja!
– A właśnie że łżesz!
– To dawaj i pokaż!
Czy nie jest to wyzwanie na PvP?

Zostawmy jednak Ponga, idźmy dalej w historii, do lat 90., kiedy to do szerokiego użytku oddany został Internet. Gry także się rozwijały. Zarówno na płaszczyźnie PvE, gdzie opór w rozgrywce stawia nam nie tylko sztuczna inteligencja, ale także, jak sama nazwa wskazuje, otoczenie. Musimy zwracać uwagę na pojawiających się coraz liczniej przeciwników, ale też na to, czy coś nie leci nam na głowę lub czy właśnie nie wpadamy w ziejącą przed nami przepaść. Sławę zdobywały takie tytuły jak Prince of Persia, Mario, a w późniejszych latach Tomb Raider czy Rayman. Ktoś powie: „Ciągle są to gry typowo PvE, co to ma do rzeczy?” Ano ma. Jak wspomniałem wcześniej, pojawił się wynalazek, jakim jest Internet, komputery osobiste trafiły pod strzechy. Powstały liczne fora internetowe, na których gracze prześcigają się w liczbie zdobytych sekretów, w tym kto szybciej przejdzie dany poziom czy całą grę, kto zrobi to dokładniej, kto nie straci życia, a kto zdobędzie więcej punktów. „Rywalizacja” PvP przeniosła się ze szkolnych korytarzy, podwórkowych dyskusji pod trzepakiem czy też automatowych pojedynków do sieci. To są podwaliny współczesnego PvP.

W pewnym momencie historii gier, będącej, jak się okazuje, również historią PvP, nastąpił przełom. Twórcy gier zauważyli to, o czym mówiłem wcześniej, że ludzie kochają się nawzajem pokonywać. Na forach aż huczy od przepychanek, kto jest w czymś lepszy, a kto jest „noobem i powinien wyjść”. Oni dostrzegli to wszystko i wyciągnęli wnioski. Narodziło się z tego PvP prawie takie, jakie znamy dzisiaj. Już nie musisz się z kimś przekomarzać, pokazywać statystyk, „savów” czy ustawiać się przy automacie i czekać na kolejkę. Jeśli ktoś ma do ciebie jakieś „ale”, możesz go po prostu zaprosić do siebie i kulturalnie, acz dosadnie, wbić mu do głowy nieco rozsądku w Mortal Kombat lub Tekkenie, pozwolić wąchać swoje spaliny na torach wyścigowych Gran Turismo, wygrać dziesięcioma bramkami, kontrolując reprezentację jakiegoś małego nieznanego państewka w FIFA, pokonać wszystkie Pokemony, jakie ma na Game Boy’u, obserwować z cynicznym uśmiechem, jak umiera z głodu po siedmiu dniach w Heroes of Might and Magic, „zrushować” Zergami w Starcraft albo dorobić mu oczodołów w Counter Strike lub Quake. Possibilities are endless!!!

Era MMO

Gry coraz bardziej się rozwijały. PvP kwitło. Ludzie zaczęli mordować się już we wszystkich gatunkach elektronicznej rozgrywki i na wszystkich platformach. Internet się rozwijał. Szybkie szerokopasmowe łącza swoimi miedziano światłowodowymi mackami oplatały coraz większą połać świata. Część tytułów wymienionych w poprzednim akapicie już w momencie wydania oferowało możliwość zabawy online, ale z czasem multiplayer implementowany w „zwykłych” grach przestał wystarczać. Rozpoczęła się era poważnej rozgrywki online. Powstały gry dziejące się wyłącznie w sieci z udziałem wielu setek graczy jednocześnie czyli MMO (Massively Multiplayer Online). PvP wszedłł na wyższy poziom wtajemniczenia. Teraz możemy już naklepać nie tylko ziomka z osiedla czy szkoły, ale i bez przeszkód bić się z całym światem, w każdej chwili i o każdej porze. PvP oferowane w grach MMO, zwłaszcza MMO RPG (Massively Multiplayer Online Role Playing Game), weszło na wyżyny swoich możliwości. Poza znanymi już trybami 1vs1, dominacja, capture the flag, team deathmach, pojawiły się nowe, bardziej rozbudowane sposoby postępowania. Gracze mogą teraz łączyć się w gildie i klany liczące nierzadko kilkadziesiąt osób. Z nich wyłaniane są mniejsze kilkuosobowe grupki, a te zaś mogą uczestniczyć w rozmaitych „raidach” czy „dungeonach”. Zostaje nam oddana możliwość stoczenia walki „guild vs guild”. Graczy dzieli się wewnątrz fabuły gry na frakcje, które
mają swoje odmienne ideały i poglądy, którymi się kierują. Mogą one także toczyć ze sobą boje.Aion-Darmowa-gra-mmo-rpg
Wreszcie mamy PvP oraz „dungeony” międzyserwerowe (ang. Cross-server), w których możemy nie tylko zmierzyć się z graczami z naszego regionu, np. Europy, ale też spróbować swoich sił z graczami z innych serwerów światowych lub też z innych serwerów w ramach naszego własnego kontynentu. Możliwe są potężne bitwy między serwerami, w których jednocześnie w walce może uczestniczyć nawet kilkuset graczy. Once Again Possibilities Are Even More Endless!!

E-Sport dziedzicem PvP

Jak już udowodniłem, ludzie kochają się ze sobą mierzyć i robią to przy każdej okazji. Nieinaczej jest w przypadku rozgrywki elektronicznej. Powstały stosunkowo niedawno E-Sport to już w tej chwili zawody rangi ogólnoświatowej, w które pompowane są środki nie mniejsze niż te przeznaczane na olimpiadę. I podobnie gra się o duże pieniądze. Różnica jest taka, że cała konkurencja odbywa się na monitorze, a nie na stadionie. Formują się profesjonalne drużyny sportowe, tak jak kluby piłkarskie wyszukujące i trenujące młode talenty. Ukuł się nawet termin gracza zawodowego i jest on z roku na rok coraz bardziej poważany. Polacy odnoszą ogólnoświatowe sukcesy w takich grach jak Counter Strike czy League of Legends, w których zawody mają największy rozmach (i budżet). Śmiało można powiedzieć, że tę dziedzinę ludzkiego współzawodnictwa zawdzięczamy właśnie PvP.W-7XLqxlw3J2.878x0.Z-Z96KYq

Kończąc…

f71beaed2b2a0d18a081fe28448c68ec43cc052c8c1539addfdaeede78e59800W tym miejscu chciałbym wtrącić swoje osobiste zdanie. Otóż nie rozumiem, jak można nie lubić PvP, nie grać w ten tryb, nie rozumiem też istnienia instytucji serwerów non-pvp.
Dla jasności chciałbym sprostować, że nie umniejszam tutaj wagi PvE dla samej gry. Jest to oczywiście bardzo ważny element dla zapoznania się z mechaniką gry, światem, możliwościami, a jeśli do tego jest to wszystko okraszone wciągającą ciekawą fabułą, to już zupełnie bajka. Duża liczba różnorodnych „dungeonów”, wymagający bossowie czy nawet zwykłe moby, a także mnogość dobrze napisanych zadań pobocznych jest szalenie ważna. Ale w życiu każdej produkcji pojawia się ściana, która nazywa się „endgame”. Ściana dla wielu gier bardzo trudna do przebicia. Rzadko zdarza się, aby gra była ciekawa na „engamie”, czyli po osiągnięciu maksymalnego poziomu rozwoju, zdobyciu najlepszego sprzętu i wypełnieniu wszystkich misji fabularnych oraz pobocznych. Pozostaje zazwyczaj wtedy powtarzalne chodzenie na instancje, które po kilkunastu razach znamy na pamięć, a nasza postać jest tak mocna, że nie dostarcza nam to satysfakcji i po prostu się nudzi. Albo wtedy czeka się na upragniony dodatek, albo po prostu gra umiera, bo gracze znajdują sobie inny tytuł „na przeczekanie”, po czym nie wracają już do poprzedniego. W mojej ocenie PvP jest bezcenne, aby utrzymać uwagę gracza. Takich emocji i woli walki, goryczy przegranej i łez, a także zgrania w zespole, przyjaźni na całe życie nie dostarczy żaden inny tryb. Nawet najbardziej wymagający boss z czasem przestaje być wymagający, a nawet najciekawsza instancja staje się męcząca, gdy przechodzimy ją dwudziesty raz. Nawet najbardziej dopieszczona, wielowątkowa fabuła reagująca na decyzje gracza po x godzinach rozgrywki się skończy. A człowiek zawsze jest inny. Pozornie możemy myśleć, że nic nas nie zaskoczy, w końcu znamy wszystkie skille, buildy i strategie na
pamięć.  Wystarczy jednak, że ktoś dostatecznie dużo czasu spędzi na studiowaniu swojej postaci i wypracuje odmienny styl gry albo będzie używał umiejętności w innej kolejności niż większość… Słowem PvP zawsze będzie nieco inne, nie będzie dwóch takich samych walk, ani takich samych postaci, zawsze zostaje z tyłu głowy ta niepewność, że to nie jest bot, sztuczna inteligencja, która zawsze walczy tak samo. Dreszczyk emocji, kiedy na tak zwanej żylecie, czyli mając już niewiele punktów zdrowia, uda się wygrać pojedynek albo zdobyć ACE (zabić wszystkie postaci przeciwnej drużyny) w League of Legends. To uczucie presji, gdy gramy mecz rankingowy i wiemy, że jak nam coś się nie uda, cała drużyna będzie miała pod górę albo jeśli w grze istnieje ranking PvP i jesteśmy jak posiadacz opaski nr 1 z anime Afro Samurai. Tego rodzaju doznań nie jest nam w stanie dać żaden inny tryb gry, żadnemu innemu trybowi nie zawdzięczamy aż tyle. Dlatego ośmielam się sądzić, jak w tytule, że PvP to jedyna słuszna droga.

Jak zawsze sekcja komentarzy pozostaje dla was otwarta. Piszcie swoje odczucia, czy zgadzacie się czy nie i dlaczego. Nie ma złych odpowiedzi. Haterów też chętnie wysłucham/przeczytam.


Over And Out ~ Templar

~~~

* Twórczość własna autora.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *