553076

Lo Wang – Powrót po latach

Shadow Warrior, gra naszego polskiego studia Flying Wild Hog okazała się dla mnie bardzo trafnym wyborem. Styl rozgrywki został zachowany z poprzedniej części i zostały dodane cutscenki oraz wiele innych ciekawych funkcji, jednak czasem można odczuć painkillerowską otoczkę. Wielki wojownik Lo Wang, z racji, że ta produkcja to prequel, powraca i kopie tyłki hordom demonów z Piekła oraz od czasu do czasu świcie Zilli. Grafika jest naprawdę cudna i cieszy oczy na każdym kroku od wspaniałych, spokojnych okolic przez tereny industrialne po zimowe klimaty. Popisali się nie tylko graficy, ale i level designerzy, którzy odwalili kawał dobrej roboty, tworząc lokacje zapierające dech w piersiach, mimo że gra powstała w 2013 r.

Pierwsza odsłona gry pojawiła się w 1997 r. pod tym samym tytułem. Stworzona przez studio 3D Realms znane z takich tytułów jak Blood czy kultowy Duke Nukem na ich silniku Build, który na tamte czasy był bardzo potężnym narzędziem.

052913-ccc-shadowwarrior
Tak wyglądał staruszek z 1997 roku.

Jako młody Lo Wang dostajemy zlecenie od niejakiego Orochi Zilli, aby zdobyć miecz od kolekcjonera Mizayaki’ego. Po przybyciu do posiadłości owego jegomościa z teczką wypełnioną po brzegi pieniędzmi mamy za zadanie dokonać transakcji, dzięki której nasz mocodawca będzie mógł wejść w posiadanie potężnego ostrza Nobitsura Kage, jednak nie wszystko idzie zgodnie z planem. Po tym jak Mizayaki dowiaduje się dla kogo pracujemy, nie zgadza się sprzedać miecza, więc bohater uzbrojony w katanę, informuje kolekcjonera, że może zapłacić pieniędzmi lub krwią, po czym zaczyna się jatka. Okazuje się, że dla starszego kolekcjonera pracuje demon Hoji, który po jego śmierci postanawia pomóc protagoniście, ucząc go, jak korzystać z mocy Ki. W tym czasie świat zalewa horda demonów niewiadomego pochodzenia, jednak podczas gry wszystko się wyjaśnia.

W tym momencie nasza podróż zaczyna się i nie zapowiada się na to, że będzie to spokojna wycieczka.

Ścieżka dźwiękowa jest całkiem dobra, aczkolwiek można od niej troszkę więcej wymagać w pewnym momencie podczas gry miałem wrażenie, że jej nie ma. Ogromna możliwość rozwoju postaci pozwala nam nie tylko ulepszać nasz arsenał, ale także moce i zdolności. Za wszystko płacimy inną walutą. Grając, w pewnym momencie poczułem, że rozwój postaci jest odrobinkę za szybki, przez co Lo Wang staje się potężny w dosyć krótkim czasie. Polecam więc od razu przerzucić się na trudny poziom niż grać na normalnym. Zapewni wam to wiele satysfakcji.

233130_screenshots_2015-06-21_00003
Tak wygląda Shadow Warrior z 2013r. Kliknij aby powiększyć.

Po prawie każdej bitwie jesteśmy oceniani “gwiazdkami” i aby zdobyć ich więcej, musimy jak najsprawniej oczyścić dany segment mapy. Jest to bardzo ciekawe rozwiązanie, bo dzięki temu wiemy, czy wypada się bardziej poprawić.

Zdecydowanie dobrze wypada w tej produkcji broń biała, czyli jak na porządnego wojownika Dalekiego Wschodu przystało, katana. Po pewnym czasie uczymy się nowych ciosów, które łatwo wprowadzamy odpowiednimi kombinacjami klawiszy i z czasem nasz miecz staje się potężniejszy. Ja sam przeszedłem grę, używając praktycznie samej katany, ponieważ daje to ogromną frajdę. Po co strzelać do przeciwników i ich dziurawić, jak można płatać ich w dosyć satysfakcjonujący i spektakularny sposób. Jeżeli ktoś woli inne rozwiązania, może pruć do swoich wrogów z arsenału od pistoletu po wyrzutnie rakiet (polecam kuszę – dosyć ciekawe narzędzie anihilacji naszych wrogów). Z poprzedniej części zaczerpnięte zostało także serce demona, które po ściśnięciu w dłoni powoduje likwidacje przeciwników wokół naszej postaci. Jest to przydatna opcja, gdy nagle mamy wielu wrogów, a potrzebujemy kilku wytępić, aby później było nam łatwiej.

Minusem jest walka z bossami, ponieważ każda potyczka sprowadza się do jednego: „wal w pancerz dopóki nie odpadnie”. Twórcy mogli urozmaicić tę część w nieco bardziej skomplikowaną walkę z szychami z krainy cienia. Co mnie zaciekawiło w tej grze to to, że można się natknąć na świetne easter eggi. Dosyć często spotkamy na swojej drodze automaty z grami Serious Sam, Hard Reset i Hotline Miami. Mnie jednak najbardziej spodobały się te z Serious Samem – po wrzuceniu monety odtwarzają utwór Hero, który znaleźć można na końcu gry Serious Sam 3 BFE. Resztę easter eggów znajdźcie sami (zaglądajcie za wodospady). Tak jak w pierwowzorze, podczas gry możemy się natknąć na chińskie ciasteczka z przepowiednią, gdzie po zjedzeniu rozwijamy karteczke i czytamy sentencję. Sugeruję zaopatrzyć się w butelkę wody, ponieważ teksty w ciasteczkach potrafią być bardziej suche niż Sahara. Jednak mi to nie przeszkadzało, dodawało do gry pewien klimat który dla mnie okazał się strzałem w dziesiątkę.

Polecam tę grę każdemu, aby zapoznał się z przedstawionym klimatemi. Gra nie jest droga, a może dać niezliczoną ilość frajdy.
Czy Lo Wang powróci? Tak. Twórcy ogłosili prace nad kolejną częścią przygód wojownika, w której będzie możliwa nawet kilkuosobowa kooperacja. Sam zwiastun wygląda bardzo dobrze, a zaprezentowany gameplay jeszcze lepiej. Miejmy nadzieję, że developerzy z Flying Wild Hog dadzą z siebie wszystko i ponownie odwalą kawał dobrej roboty.
Poniżej znajdziecie również zwiastun drugiej części gry.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *